22.02.2023r.
Postanowiłam od nowa zacząć spisywać swoje myśli. W chwili pisania tego mam 19 lat. Od 18.02 jestem w związku. Jest to chłopak, który podobał mi się ponad rok, a starałam się o niego ponad kilka miesięcy. Bardzo się cieszę, że w końcu mi się udało. Już nie wyobrażam sobie życia bez niego. Kocham go całym serduszkiem. To bardzo dobra osoba o ciepłym sercu i pełna empatii. Często pomaga mi materialnie czy psychicznie. Chcę być jak najdłużej z nim, nawet do śmierci. Nie mogę uwierzyć, że spotkało mnie takie wielkie szczęście. Naprawdę. Jest to najbardziej odpowiednia osoba, jaka mogła mi się trafić. Próbowałam być w związku z kimś innym, ale to było bezcelowa próba. Cały czas myślałam o Nim i to do Niego żywiłam to uczucie, Tamten związek nie miał przyszłości. Dopiero teraz jestem szczęśliwa. Świadomie to mówię: JESTEM SZCZĘŚLIWA. Chyba pierwszy raz w życiu. Nigdy nie byłam tak szczęśliwa jak teraz. Muszę mu to powiedzieć. Kocham go całego. Jego oczy, uśmiech, nos, bródkę, osobowość... Kocham wszystko co da się kochać w drugiej osobie. Kocham każdą jego cechę. Jest moim ideałem. Mam nadzieję, że on myśli podobnie. Nie chcę go stracić i zepsuć tego. Nie wybaczyłabym sobie tego. Zbyt bardzo go kocham, zbyt długo się starałam i za dobrze się teraz czuję. Jest perfekcyjny dla mnie. Kocham go po prostu. Mam całą playlistę lovesongów, która powstała z myślą o Nim. Puszczam ją, jak myślę o Nim. Np. teraz. Rozpisałam się trochę o Nim, ale i tak nie umiem opisać wszystkiego co czuję. Z czasem będę to opisywać.
Pamiętnik chcę prowadzić, by mieć jakąś pamiątkę. I by spisywać wszystkie myśli i wydarzenia. Oby mi się udało...
23.02.2023r,
Dzisiaj pierwszy raz płakałam przez Niego. Dostałam opierdol, bo chciałam trochę uwagi, gdy był w pracy. I chciałam, żeby to On pierwszy się odezwał.
Dzisiaj miałam ciężki dzień. Cały dzień chodziłam głodna. Dopiero niedawno udało mi się troszeczkę zjeść, mimo, że już 21. Dużo też myślałam i płakałam dzisiaj. Wszystko mnie przerasta i znowu myślę o "najgorszym" wyjściu. Nie uważam tego za chwilę słabości, a za konieczność. Ciężka sprawa. Rodzice znowu nie zapłacili rachunków. Mi coś zżarło 50zł z konta i nawet nie mogę dzwonić. Stworzyłam dzisiaj 3 playlisty. Jedną od schizofrenii, drugą od myśli samobójczych, a trzecią od złamanego serca. Jest mi coraz ciężej udawać, że wszystko jest git. Mam ochotę zrobić sobie krzywdę. Jest ciężko. Nie wiem co zrobić... On by się pewnie wkurwił, gdybym to zrobiła Albo by zerwał, a tego nie chcę bardzo. Tylko on trzyma mnie przy życiu.
24.02.2023r.
Sytuacja z Nim rozwiązała się i obyło się bez komplikacji. Dowiedziałam się, że był wtedy poirytowany, ale nie zły. To chociaż tyle dobrego. Powiedziałam mu również dzisiaj pierwszy raz magiczne "Kocham Cię". On odpowiedział, że on mnie również. Bardzo się ucieszyłam z tego powodu. Nie spodziewałam się, że odwzajemni moje słowa, że to za szybko dla Niego po prostu.
Dzisiaj udało się kupić jedzenie i z tego też się bardzo cieszę. Gdy On dowiedział się o tym, jak ciężko jest u mnie, to chciał zrobić zakupy i mi pomóc. Kochany chłopak <3. Wiedziałam, że ma dobre serduszko, Kocham go nad wyraz mocno.
25.02.2023r.
Dzisiaj drugi raz wyznałam mu uczucia, tym razem na żywo. Odpowiedział "to dobrze". Nie ukrywam, zrobiło mi się giga przykro. Praktycznie cały dzień myślałam o tym i nie miałam humoru. Nie wiem czemu tak odpowiedział. Smutne. Może mnie jednak nie kocha? Może nie umie okazywać uczuć? Idk. Dostałam dzisiaj od Niego monsterka i karmę dla Yoko (mojego psa). Chciał jeszcze kupić mi jednorazówkę, ale się nie zgodziłam. To mój chłopak, a nie sponsor. Nie powinien mi wszystkiego stawiać i kupować. Wiem, że moja sytuacja materialna pozostawia wiele do życzenia, ale to nie jest powód. Bardzo to miłe i doceniam, no ale po prostu nie. Dzisiaj prawie poddałam się z rzucaniem palenia, bo chciałam odreagować dzień + wenax się spalił i wkłady mi się skończyły. Na szczęście tata kupił mi paczkę i nie zapaliłam szluga.
26.02.2023r.
Dzisiaj nic szczególnego się nie wydarzyło. Byłam dzisiaj cały dzień w domu i tyle. Nawet nie pisałam za dużo z Nim. To tyle tak w zasadzie.
30.03.2023r.
Dzisiaj trafiłam do szpitala psychiatrycznego. On mnie zawiózł. Płakałam, gdy odchodził. To dla mojego dobra. Cały czas mam myśli samobójcze. Widzę plamki, kropki, paski, tekstury na ścianach. Jest źle, mam nadzieję, że tu mi pomogą.
31.03-03.04
Śpię całe dnie. Miałam odwiedziny rodziny i przyjaciół. Biorę Lorafen cały dzień. 3 kwietnia było naprawdę źle. Zaczęłam widzieć jasne postacie. Od dzisiaj biorę Olanzapinę.
10.04
Nadal jestem w szpitalu. Niedługo będę już 2 tygodnie tutaj. Ludzie mnie odwiedzają. Jestem na silnych lekach. Mam dużo koleżanek. Tutaj są giga nudy, nie ma co robić. Dzisiaj może rodzice do mnie przyjadą i On z kolegą. Fajnie by było bardzo. Zobaczymy jak to będzie, pewnie napiszę to tutaj. Póki co to wstałam i zakopciłam sobie. ~~~ Miałam odwiedziny rodziców i Jego z kolegą. Fajnie było. Szkoda, że nie mogliśmy wyjść na spacer.
11.04
Dzisiaj obudziły mnie krzyki. Masakra. Na razie zapaliłam sobie i siedzę. Cały czas słychać krzyki. Coraz bardziej boli mnie głowa. Masakra. Ciężko mi się zmotywować do czegokolwiek. Słucham muzyki i piszę lub rysuję. Ciężka sprawa. Nie wiem co pisać i czym się zająć. Trudno. Już mam dość szpitala, ale jakoś leci jeszcze.
12.04
Od dzisiaj nie biorę antydepresantów rano. Nie mam motywacji do niczego. Głowa mnie codziennie boli z lewej strony i mam mroczki przed oczami. Dziwne to jest. Koleżanka dała mi długopis. Fajnie. Dzisiaj może On przyjedzie. Będę czekać na info. Dzisiaj nas odwiedzi sanepid. Trzeba było wszystko z szafek wziąć. Taka robota. Nie wiem po co i na co oni tutaj. Siedzę teraz na świetlicy i czekam za obchodem. Drugi raz zgłoszę, że boli mnie głowa i mam te mroczki przed oczami. Niepokoi mnie to. Mega dziwne. W czwartek (jutro) będą już 2 tygodnie tutaj. Długo dosyć. Ale posiedzę ile trzeba. Nie ma co, chcę wyzdrowieć, znaczy - unormować mój stan. Więc pewnie jeszcze trochę. Dowiedziałam się, że jednak nie mam schizofrenii. Nie wiem, czy to pomyłka, czy co, ale tak powiedziała pani psycholog. Miałam nerwa cały dzień. Dużo myślałam. Nie wiem co mi jest, ciężka sprawa. Dziwne, że dwóch lekarzy się myliło i nagle nie mam schizofrenii. To czemu dostaję na nią leki? Czemu mam zwidy? Czemu czuję się obserwowana? Czemu mam wrażenie, że nikt nie chce mi pomóc? Dlaczego są przeciwko mnie? Bardzo dziwne. Nie wiem co myśleć. Wieczorem był u mnie lekarz i dał mi dwie tabletki na spanie. Jutro się zapytam na co się leczę, czemu biorę leki na schizofrenię i powiem wszystko. Że nie mam motywacji się myć, przebrać. Że mam wrażenie, że jestem tu problemem i nikt tak naprawdę nie chce mi pomóc. Ciężka sprawa. Mam halucynacje i urojenia, nie wiem co zrobić. Wróciły mi myśli samobójcze. Czuję lęk. Nie wiem co zrobić. Jestem załamana. Chyba mam jakieś stany depresyjne. Ciężko mi.
13.04
Nadal bez zmian. Czekam z utęsknieniem na obchód, by powiedzieć o wszystkim. Dużo tego. Zapytam się, na co się leczę. Mam mętlik w głowie i popadam w jakąś paranoję. Jest mi ciężko. Załamałam się, bo nauczyłam się z tym żyć. Po tylu latach się dowiedzieć, że jednak nie ma się schizofrenii to taki cios. Brzmi to dziwnie, ale tak jest. Nie wiem co jest grane, czy to pomyłka, czy co? Nie wiem. Ciężko mi. Źle się czuję i jest źle. Serce mi wali i się trzęsę. Masakra. Nie mam siły na nic, nawet by się ubrać, umyć. Ciężko mi. Nic nie wiem. Mam myśli samobójcze i lęk czuję. Nie jest dobrze. Ciężka sprawa. Napiszę też po obchodzie, bo jestem ciekawa co jest grane u mnie. Nie wiem... Nic nie wiem. Jestem w rozsypce. Ciężko mi się otrząsnąć po tym. Nie wiem czy to pomyłka, czy co. Nawet pielęgniarka mi przyznała, że to niemożliwe i muszę to wyjaśnić. To jest już poważne, bo jednak no, leczyłam się na coś kilka lat, a tu wychodzi, że nie mam tego. Dziwne mega. Po rozmowie dowiedziałam się, że choruje na zaburzenia lękowe. Dziwna sprawa, no ale cóż. Wydaje mi się, że krótko tu będę, skoro to takie proste. Będę miała zmienione leczenie. Jestem ciekawa jak. Wszystko się okaże. No ciekawa sprawa. Dowiedziałam się też, że schizofrenii nie można pomylić z zaburzeniami lękowymi. Jestem ciekawa co powie mi mój nowy psychiatra. Czy to schizofrenia czy zaburzenia lękowe. Nie wiadomo.
14.04
On nadal mnie nie odwiedził, Tęsknię już za Nim. Może dzisiaj przyjedzie? Nie wiem, ale fajnie by było. Chciałabym chociaż porozmawiać z Nim przez telefon. To już by mi dużo dało. A tak to dupa. Szkoda, że do innych zawsze dzwoni, gdy coś potrzeba, a do mnie nigdy. Będę czekać za jakąś wiadomością. Ciężko coś wymyśleć i jakoś to uporządkować. Nadal nie wiem co mi jest. Ciężko mi uwierzyć w te zaburzenia lękowe. Ale może dobiorą mi leki. W końcu po to tu jestem. Oby mi pomogli. Ale mam wrażenie, że oni niekoniecznie chcą mi pomóc. Jeszcze wczoraj usłyszałam, że jestem uwikłana, czyli przybieram inną rolę. Np. moich rodziców. Możliwe bardzo. Ciężka sprawa. Nawet nie wiem za bardzo co powiedzieć lekarzowi na obchodzie. Że czuję się byle jak? Nie wiem. O tych mroczkach i wizjach? Nie wiem. Ciężko mi opisać to, jak się czuję. Nie wiem co powiedzieć. Będę myśleć, jak to ubrać sensownie w słowa. No ciężko po prostu. Myślę też, co robić po lekach, w sensie teraz, czekając za obchodem. Teraz pomysł z rentą odszedł w zapomnienie. I nie wiem czy dam sobie radę z pracą. Się okaże. Chciałabym i tak spróbować. Tylko nie wiem jak to zrobić. Ciężka sprawa. Będę myśleć. Jest mi ciężko od kilku dni. Nadal nie mam siły na nic. Nie wiem co poradzić. Ciocia mi poradziła, bym przyjechała do niej do pracy. Do Niemiec lub Holandii. Uznałam to za szansę, ale On mówi bym została tutaj. Nie dziwię się w sumie. Może by tęsknił? Nie wiem, może stwarza pozory po prostu. I tak mam wrażenie, że już mnie nie kocha. I ma mnie dość. Ciężko mi bardzo. Nie chcę co chwilę go pytać, czy mnie kocha albo coś. Ile można. Najchętniej bym leżała cały czas albo spała. Nie mam siły się umyć czy przebrać. Nie czuję takiej potrzeby. Nie wiem co się dzieje. Nie wiem co myśleć. Ale jakoś niefajnie jest Chciałabym, by ktoś mnie odwiedził. Zawsze inaczej by było. A tak siedzę sama, nudzę się i myślę. Piszę ten pamiętnik, ale idk czy mi się nie odechce niedługo. Bo ile można tak w kółko. Potrzebuję czegoś innego do roboty. Kolorowanie też mnie nudzi już. Głownie siedzę i myślę albo gadam z dziewczynami. To jest fajne, ale ile można też. Ciężko mi tutaj. Ale co poradzę. Nadal czekam za obchodem i tak o. Nie wiem czym się zająć. Do 10 sobie posiedzę albo idk. Jeśli chodzi o mroczki, to może to być moja wada wzroku. A nie psychika. Okaże się wszystko. Może poproszę o kontrolę okulistyczną. Nie wiem. Będę myśleć. Teraz siedzę i słucham muzyki. Chwilę pogadałam z dziewczynami i wróciłam do pisania. Lubię tu pisać. Zawsze jakaś rozrywka. Jestem ciekawa co mi powiedzą na obchodzie. Oraz czy zmienią mi leki. Powinni mi zmienić, bo to bez sensu. Truję się lekami, które są bez sensu. Nie wiem, giga dziwne to jest. Leczę się na jedno, a na drugie dostaję leki. Tylko się truję, a czuję się tak samo, a nawet gorzej. Myślę bardzo dużo i stresuję się myślami. Nie wiem, nie powinno tak być chyba. Czuję cały czas lęk i niepokój. Czekam za Nim, ale wątpię, że ktokolwiek mnie odwiedzi. Ciężko mi no. Stresuję się wszystkim i tak o, bez zmian w sumie. Czuję się byle jak, myślę byle jak i tak o. No słabo jest w sumie. Soczewka mi się rozjebała. Urwała się. Masakra. Na szczęście kolega kupi mi soczewki. Te co zawsze kupowałam, a nie gówno z rossmanna. Usłyszałam takie słowa, że ryczałam bite 2 godziny i nie mogłam się uspokoić. Oddziałowa powiedziała, że udaję i powielam wypowiedzi innych osób Poczułam się jak głupek. Tyle lat udawałam, żeby ich wrobić teraz. Podłamało mnie to psychicznie i to ostro. Nie wiem co zrobić. Ciężko mi bardzo. Dostałam Lorafen 1 i to tyle, nawet mnie nie zmuliło. Poczułam się jak idiotka. I to totalna. Ona nie powinna tak mówić. Powiem, że z tak bezczelną osobą dawno nie rozmawiałam. Naprawdę. Ona jest jebnięta i to ostro. Szkoda, że nie było samego lekarza tylko ona też. Jeszcze mi puls mierzyła, jakbym miała kłamać. Tylko po co? Nie rozumiem nic. Czuję się tragicznie teraz. Nie wiem co ze sobą zrobić, chyba do mamy zadzwonię. Mega źle jest. Mam złe myśli, bardzo złe. Dzisiaj fajna nocka jest, to chyba poproszę o coś doraźnie, bo nie zasnę inaczej. Ciężko mi to przeżyć, to co ona powiedziała. Lekarze są przesympatyczni, ale ona to porażka. Pani pielęgniarka powiedziała, żebym brała na nią poprawkę. I chyba tak zrobię. Bo to jest hit. Dawno tak źle się nie czułam. Przysięgam. To jakaś porażka i nieśmieszny żart. Boję się tu być. Czułam się tu bezpiecznie, ale to minęło i no. Czuję się jak problem. Mimo, że wcześniej to też zgłaszałam. I nie wiem co zrobić. Mam lęki, nie dam rady. Nikt nie dzwoni, nie odwiedza, nie pisze. Chyba im już nie zależy na mnie. Nikt nie chce mi tu pomóc. Chyba wypiszę się na żądanie, bo oni mi tu nie pomogą. Czuję się jak jeden wielki problem. I dla szpitala, i dla rodziny, i dla Niego. Dla wszystkich. Nie wiem no. Ciężko mi. W poniedziałek pogadam z ordynatorem. Bo to szok w trampkach. Masakra. Nie wiem czym zająć myśli. Bo nie są fajne. Bardzo niefajne. Nie wiem czym się zająć. Nic mi się nie chce. Nie mam motywacji do niczego. Myślę, by coś porobić, ale brak tej motywacji i chęci. Leżę cały dzień w łóżku i myślę, piszę i to tyle. Ciężkie czasy nastały. Papierosy mi się skończyły i tak o. Lipa. No i tak. Ciężko mi coś zrobić ze sobą. Mam niefajne myśli, ciężko mi przestać myśleć. Mam mętlik w głowie cały czas. Brak słów. I chęci. Ciężki dzień bardzo. Negatywny ten dzień, a tu dopiero 14:28. Ma-sa-kra. Jeden z gorszych dni tutaj. Naprawdę gorszych. Nie wiem no, ciężko. Myślę i myślę i myślę... No i tyle. Czekam na rozwój sytuacji... Co bedzie dalej i tyle. Na razie nie mam pomysłu na siebie. Mam plan na wyjście ze szpitala, lecz ten plan nie jest za bardzo szczegółowy. Znaleźć pracę i wyprowadzić się z domu. To must have, priorytet. Oby to oddało i było lepiej. Czekam na wieczorną zmianę, już po kolacji. No i czekam za lekami. Ciekawe czy mam zmienione jakkolwiek. Dam znać co i jak. Jeszcze 3 godziny do leków i myślę czym się zająć. Myślę, żeby rzucić palenie znowu. Okaże się. Chciałabym, żeby On mnie odwiedził. Pewnie mnie nie odwiedzi. Szkoda. Tęsknię za Nim mega. Moja niunia. On tego nie lubi, muszę wymyśleć coś innego. Może kochanie? O! Dzisiaj tak napiszę do Niego. Sprawdzę jak zareaguje. Napisałam i czekam za odpowiedzią. Zobaczymy co dalej, jaka będzie reakcja i no. Czy w ogóle odpisze. Bo to niewiadome, pewnie nie odpisze nawet. Znając życie. Zobaczymy. Odpisał "no?". I powiedział, że kochanie lepsze od niuni. Popisałam z Nim. Mam niefajne myśli cały czas, ale nie będę zgłaszać, bo znowu mi powiedzą, że zmyślam. Albo powtarzam po innych. Jestem ciekawa jak będzie na obchodzi, czy mi uwierzą i wysłuchają. Ciężka sprawa. Zgłoszę to nocnej i przedstawię sytuację. Powiem co się działo w ciągu dnia i poproszę o lek na spanie. Bo pewnie nie zasnę od razu. Może mi pomogą i wysłuchają. Liczę na to. Nocna zmiana dzisiaj jest super. i może pogadają czy coś, bo potrzebuję rozmowy. One są giga spoko. Może uda się pogadać i mnie zrozumieją. Liczę na nie i ich wsparcie. Powiem co i jak i no, może zrozumieją. Może też nie lubią oddziałowej bo ona to porażka. Nie cierpię jej. Może dadzą to wsparcie i leki, byłoby fajnie To ostatnia nadzieja i szansa. Pogadałam z paniami i mi lżej. Dostałam wsparcie i zrozumienie, którego potrzebowałam. Dostałam też poradę, by spisać wszystko na kartce na następny obchód. Zrobię to, bo może wtedy nie będzie, że ściemniam i będzie lepiej. Zobaczymy. Ale mi lepiej po tej rozmowie. Tak inaczej jest i no, cieszę się, że mnie zrozumiały. Powiedziały, że widzą co się u mnie dzieje i piszą o tym w raportach. Lżej mi. Teraz będę spisywać wszystko na kartkach. Nie będzie, że powielam słowa innych. Może inaczej na mnie spojrzą. Myślę dużo i chcę spać. Zaraz chyba zasnę, masakra.
15.04
Wstałam i zapaliłam szluga. Miałam taki helikopter w głowie, że na kibel nie mogłam usiąść. Głowa mnie znowu boli. Dziwnie się czuję dzisiaj. Znowu nie mam motywacji do niczego. Chyba cały dzień przeleżę w łóżku. Co innego tu robić w sumie. Dzisiaj do mnie pewnie rodzice przyjadą. No i On. W końcu go zobaczę Mega się stęskniłam. Brakuje mi go. Cholernie mocno. Ale i tak mam wrażenie, że jestem problemem i nie zależy mu już na mnie. Masakra. Nie wiem co mi jest. Ale dziwne to bardzo. Zaraz zacznę spisywać co mi jest. Głupio tak czytać z kartki, ale to zrobię. Może oddziałowej pójdzie w pięty. Zjebana ona jest. Naprawdę. A tak to zapiszę sobie wszystko i tyle. Już po śniadaniu i lekach. Średnio się czuję i łeb mi pęka. Masakra. Nie wiem co ze sobą zrobić. Niedługo rodzice u mnie będą. Czuję trochę lęk, ale nie wiem czemu. Dzisiaj jeszcze On ma być, więc super. Stęskniłam się. Rodzice przywieźli mi tytoń i gilzy to kręciłam sobie szlugi. Już zapisałam całą kartkę tym, co chcę powiedzieć w poniedziałek. A to dopiero sobota, gdzie tu dalej. Głowa mnie przestała boleć, więc stonks. Kolega się rozchorował, więc nie odwiedzi mnie dzisiaj. Sadge. Ale za to On z siostrą kolegi przyjedzie. Zobaczę ich, a to najlepsze. Bardzo się cieszę. Super po prostu. Zobaczę Go. Bardzo Go kocham. Stęskniłam się mega. Chciałabym Go pocałować w końcu. Czekam na ten moment bardzo. Ale nie chcę w psychiatryku mieć pierwszego pocałunku z Nim. To by było ciekawe i godne zapamiętania, ale lepiej nie. Czekam bardzo na nich. Szczególnie na Niego. Już po obiedzie i tyle w sumie. Teraz czekam za Nim i za kolegą. Będę miała soczewki i w ogóle. Także kozak. Czekam i słucham muzyki. No i piszę tutaj, bo co innego robić. Może będę kolorować. Wolałabym pisać, ale idk co. Po prostu siedzę i tyle. Nudy giga. Czekam na odwiedziny i czekam. No, ale cóż, ciężkie życie. Brakuje mi zajęć. Dzisiaj czuję giga stres, nie wiem czemu. Bez powodu. Czekam na te odwiedziny kurcze. O, przyjechali. Fajnie było, On coraz bardziej się przekonuje do mnie, bo gładził mnie i sam chciał się przytulać. Powiedziałam mu o tym, że za 3 dni będą dwa miesiace razem, to powiedział, że planuje jeszcze dłużej. To było miłe i fajne. Powiedział, że jutro też przyjedzie. Cieszę się mega, tak bardzo Go kocham... Z każdym dniem coraz lepiej jest w naszej relacji. To bardzo dobrze. Każdy moment z nim to taka terapia dla mnie. Napiszę mu to później. Bardzo go kocham i czekam na jutro by go zobaczyć znowu. Popłakałam się. Bo on jest giga kochany, on jest najlepszy. Bardzo Go kocham, naprawdę. Czekam na jutro, żeby się tulić. Wydaje mi się, że chciał mnie pocałować. Ale nie wiem. W sensie bardzo dużo patrzył na moje usta. Very hot. On cały jest hot, że ja pierdole. Czekam na jutro, może będzie buzi w psychiatryku. Buzi w psychiatryku. Brzmi dobrze. Zobaczę jutro. Zapytam sie, czy chciałby buzi. Będę się starać, by przekonać Go do siebie. Chciałabym bardzo Go pocałować, naprawdę. Mega Go kocham. Ciekawe co by zrobił, gdybym zapytała o to. Albo "jak zawsze" to zrobić. Czyli eskimoskie buzi i wtedy spróbować. W sumie każdy mój pocałunek tak wyglądał, tak się zaczynały moje związki. Może spróbuję tak jutro. Chciałabym bardzo. Napiszę Mu chyba, żeby nastawił się psychicznie na jutro. Napisałam do Niego to nie odpisał jeszcze. Jestem ciekawa. Chciałabym bardzo buzi z Nim. I tak siedzę i myślę o Nim. Ogólnie myślę. Jestem ciekawa co będzie dalej, ile mnie będą tu trzymać Już dwa tygodnie minęły. A leki nadal nie zmienione, nadal biorę na schizofrenię. Bez sensu, bo jednak nie mam schizofrenii. Teraz w sumie wiele furtek mi się otworzyło. [Fragment pominięty ze względu na polskie prawo]. Nie wiem co porobić. Nudzi mi się mega. Nie wiem czym się zająć. Chciałabym z Nim porozmawiać. Brakuje mi pisania z Nim. Ale nawet idk o czym pisać. Może tak o zagaję i zapytam co tam. Pewnie tak zrobię, bo mi się nudzi i tęsknię. Tak cholernie go kocham. On jest idealny. Naprawdę, Chciałabym częściej go widzieć, bo to On jest moją jedyną i najlepszą terapią. Po prostu przytulenie Go dużo mi daje i jest lepiej. Chciałabym porozmawiać z Nim o kolejnym kroku w naszym związku. Chciałabym więcej trochę, bo my już jesteśmy ze sobą 2 miesiące. Brakuje mi bliskości i takiej intymności. Wiem, że On chce wszystko stopniowo i chyba nieśmiały jest. Ale zaczął się do mnie przekonywać, a to już duży plus. Wiele to dla mnie znaczy, naprawdę. Może stopniowo sam zacznie coś? Ale napisałam już do Niego czy pogadamy jutro. W sensie, żeby mi przypomniał jutro o tym. Bo według mnie rozmowa jest bardzo ważna w związku i no, uważam, że to może pomóc. Wolę pogadać niż pisać, bo obydwoje stwierdziliśmy, że pisanie nie ma sensu na takie tematy. Tak będzie lepiej. Bardzo Go kocham, ale brakuje mi kontaktu fizycznego.
16.04
Po wyjściu ze szpitala rzucę palenie zwykłych szlugów. Tak będzie lepiej i zdrowiej. Póki co to nie zapowiada się na to. Najwyżej wyjdę na żądanie, bo to bezcelowe bym siedziała, a nawet zmienionych leków nie mam. Wczoraj napisałam do Niego, że powoli można coś więcej robić, to odpisał, że nie wie co mi na to odpisać. W sumie ciężka sprawa i mi się smutno zrobiło, idk czemu. Brakuje mi tego i szkoda, że On tego nie rozumie. Ja rozumiałam, że on potrzebuje czasu a On jakby nie. I sadge widzowie no. Jeszcze wczoraj o jakimś newsie coś pisał, ale spałam już. Jestem ciekawa o co chodziło. Ciekawa sprawa. I tak o. Nie wiem co więcej mogę powiedzieć. Dzisiaj też do mnie przyjedzie, już czekam za Nim po prostu. Będę go bardzo tulić i spróbuję z eskimoskim buzi. Zobaczymy jak to wyjdzie. Chciałabym, by to On sam coś zainicjował, ale to niemożliwe w sumie. On taki nieśmiały jest chyba. Albo idk. Nie wiem jakie inne wytłumaczenie jest, nic mi nie przychodzi do głowy tak w zasadzie. Kiedyś mówił coś, że on jest specyficzny pod tym względem, ale o co chodziło to idk nawet. No zobaczymy. Zjadłam śniadanie i czekam za lekami. I za Nim. Mówił, że mnie odwiedzi i tego się trzymam, bo to bardzo ważne dla mnie. Tak jak pisałam wcześniej, to moja najlepsza terapia. Od razu mi lepiej i no, jakoś pozytywnie to wpływa na mnie po prostu. Teraz siedzę z kawusią i czekam. Nie wiem co porobić. Oby mnie dzisiaj odwiedził, to może z nim pogadam. Zależy mi na tym. Ale nie wiem, czy mi się uda i czy będzie chciał. No trudno, ważne, żeby przyjechał. NA to czekam bardzo, naprawdę. Wszyscy żebrają o fajki, wkurwia to mega. No ale ja rozumiem jak to jest i no. Siedzę i się nudzę strasznie. To czekanie jest najgorsze, bo nie wiem czy w ogóle przyjedzie. Chciałabym bardzo i no, czekam. Myślę czym się zająć. Myślę też o życiu po wyjściu. O pracy i mieszkaniu. Chciałabym bardzo się wyprowadzić, to moje marzenie. A najlepiej to zamieszkać z Nim. Jestem zmuszona słuchać disco polo od rana co źle wpływa na mój stan psychiczny. Chciałam włączyć Baba Hassan i dupa. Koleżanka zrobiła mi dwa warkocze. Chyba dobrze wyglądam, bo dwie osoby mi to powiedziały. Ciekawe co On powie. Będzie po 12 u mnie, więc spoko bardzo. Nie mogę się doczekać bardzo. Zobaczymy co powie na mój fryz fajny. Ja się czuję nawet git w tej fryzurze. Czekam za Nim. Pytałam się, czy rozmawiał ze sobą o bluzie to powiedział, że trwają ciężkie negocjacje. Ciekawe czy dostanę, chciałabym bardzo. Poprzytulać się do Jego bluzy. To by było koks. Liczę na to. Albo na buzi. O jeny, bardzo bym chciała. Naprawdę. Kocham go tak giga mocno. Mam nadzieję, że On mnie też kocha tak samo. Oby no. Powiem mu dzisiaj o tym. Powinno zrobić mu się miło bardzo. Kurczę, kocham Go. Pisałam to wiele razy, ale no tyle uczuć, mam względem Niego... Pozytywnych oczywiście. Czasem się nie dogadujemy, ale nie może być idealnie zawsze. I tak go kocham strasznie. Zawsze się godzimy i jest lepiej. Czasem żartuję sobie, że mamy konflikt, ale on wie, ze to żarty. Moje kochanie... Czekam bardzo za nim. Zobaczę go w końcu. To jest najlepsze... Najlepsza terapia. No i tak. Zaraz obiad i zleciało pół dnia. Przyjechał do mnie i wziął ze sobą kolegę, więc kozak. Fajnie było go zobaczyć po takim czasie. Myślałam, że ten kolega wyjebał się na mnie, ale jednak nie. Pogadałam z nim i popłakałam się. I tak było dobrze, fajnie no. Z Nim się poprzytulałam bardzo dużo, więc kozak. Bardzo Go kocham. Teraz będę czekać za środą, bo powiedział że mnie odwiedzi. Będę bardzo czekać za tym, już czekam po prostu. Oby przyjechał, bo już się nastawiłam na to. Kolega jeszcze mówił, że mogę na niego liczyć i mi będzie pomagał, więc bardzo dobrze. Cieszę się, że mam takich przyjaciół. Każdy by chciał mi pomóc, więc super. Będę czekać na ich odwiedziny. Więc super. Cieszę się. Od razu mi lepiej psychicznie, jak tak ich zobaczyłam. Kozak no, oby jutro też było dobrze. Kolega chciał rozpiskę dnia, bo chciałby mnie odwiedzać. Cieszę się bardzo. To dla mnie wiele znaczy, naprawdę wiele. Czekam już, żeby wyjść. Ale póki co to nawet mi leków nie zmienili, więc słabo giga. Nie wiem ile jeszcze to potrwa. Oby jak najkrócej. Myślę czym się znowu zająć, bo mega nudy u mnie. Pojebana laska zrobiła ołtarz z chleba i kubków. No i grzebała w śmietniku z osranymi pampersami. Masakra. Wydaje mi się, że muszę się udać do okulisty, bo te mroczki są mega dziwne. I obraz mi pulsuje czasami. Wątpię, ze to moja psychika. Nie wiadomo co robić. Siedzę i myślę. Chyba napiszę do Niego tak o, żeby popisać. Może znajdzie akurat czas. Czekam za środą, żeby znowu go zobaczyć i poprzytulać. To jest najlepsze co może być. Chciałabym tak codziennie... Ale mogę sobie pomarzyć póki co, bo Mu nie śpieszy się z wyprowadzką. A szkoda... Moglibyśmy razem zamieszkać i byłoby fajnie... Szkoda no. Ale zobaczymy. Musiałabym z Nim pogadać o tym kiedyś. Teraz za wcześnie. Inni po takim stażu mają dzieci, a my się nawet nie całowaliśmy. Masakra co się dzieje. Dziwne to mega. Ja bym tak nie mogła. Ale giga się cieszę, bo On się przekonuje do mnie coraz bardziej. To naprawdę buduje bardzo. Tak no, mile to, że zaczyna mi ufać i otwierać się na mnie. To też mnie buduje bardzo. Czekam na środę, by Go zobaczyć. Tak strasznie Go kocham, że to hit. On jest idealny, naprawdę. Czekam bardzo no. Chciałabym bardzo dać mu buzi, ale jeszcze poczekam trochę. Nic na siłę, ja mam czas. Nie będę naciskać, tak będzie lepiej. Nawet nie będę z Nim pisać o tym, mimo, że by chciała bardzo. Chyba zapytam się Go o to, czy wie co to eskimoskie buzi, a potem, że chciałam tak dzisiaj i no, ale się powstrzymałam, bo nie chciałam naruszać Jego strefy komfortu. Napisałam i czekamy za odpowiedzią. Może powie coś sensownego i wyjdzie fajna rozmowa. Okaże się, bo teraz pewnie nie ma czasu jak zwykle. Idk. Zobaczymy. Ja poczekam jeszcze. Ale kurde, On jest taki idealny. Naprawdę. Chcę z Nim spędzić resztę życia. Wyobrażam sobie nasze życie wspólne. Kozak to będzie. Ja bym robiła obiady i pracowała, a On by pracował i żylibyśmy razem. A się rozmarzyłam mega... bardzo czekam za tą chwilą, aż zamieszkamy razem. To będzie super. Idealne życie. Takie wspólne Czekam na to, że będzie ten moment i wytrzyma tyle ze mną. Boję się, że nie da rady tyle wytrzymać i zerwie ze mną. Też muszę Go o to zapytać. Czy da rade to wytrzymać i ile jeszcze da radę. Bo to istotne. Zapytam go o to. Ciekawe co odpowie i no, jestem ciekawa. Jak się zapatruje na to I w ogóle, czy to jakoś nie działa negatywnie na Niego. Już się pytałam, ale wolę się upewnić. Bo to dla mnie bardzo ważne. Czekam za odpowiedzią. Nie wie co to eskimoskie buzi. Wytłumaczyłam mu o co chodzi. Nie odpisał nic, to napisałam, że chciałam dać mu takie buzi. Teraz może coś powie na to. Nie odpowiedział nic w sumie, więc no. Na wiadomość, że dam Mu kiedyś takie buzi odpisał "ok". Kocham go, ale On nie umie okazywać uczuć ani nic. I to trochę boli. Okazało się, że On nie lubi okazywać uczuć. I nie wiem co z tym zrobić, bo mi brakuje takiej bliskości.
17.04
Dzisiaj w końcu jest obchód. Przeczytam moją kartkę. Zobaczymy co powiedzą na to. Boję się, że trochę sobie przejebie u oddziałowej. Ale w nią wyjebane, dla mnie liczą się słowa lekarza i ordynatora. Takie podejście do pacjenta powinno być zakazane. Stresuję się giga. Co jak pomyślą, że ja to wymyśliłam albo coś? Przeczytałam wszystko. Mega się stresowałam i trzęsłam, ale przeczytałam wszystko. Oddziałowa się wkurwiłą chyba. Mogła pomyśleć co mówi. I to nie moja wina, że jest suką. Napisałam Mu to co było na kartce. Stwierdził, że zajebiście napisałam i dobrze zrobiłam. Miałam rozmowę z psycholog. Powiedziała, że wyglądałam na rozzłoszczoną, gdy się dowiedziałam, że nie mam schizofrenii. Byłam tym zaskoczona i zdziwiona. Rozmawiałyśmy również o pracy i przyszłości, moich możliwościach itd. Podbudowało mnie to. Dużo przemyślałam i doszłam do wniosku, że nawet jest lepiej jak nie mam schizofrenii. Dzisiaj wyjebali jedną dziewczynę za ćpanie na oddziale. Ona oszukała tutaj masę ludzi, manipulowała wszystkimi i no, giga słabo z jej strony. Przyszedł do nas hot pielęgniarz, taki serio hot. Ale i tak przy Nim może się schować. Znowu myślę o przyszłości po wyjściu. Chciałabym mieć fajną pracę i jakoś sobie radzić po prostu. Okaże się wszystko za jakiś czas. Jak wyjdę, znajdę pracę i popracuję, to poszukam mieszkania. Sama albo z Nim. Z Nim byłoby lepiej. Ale On nie chce się jeszcze usamodzielnić. A szkoda bardzo, ja bym już chciała. Koks by było. Zostało mi czekać na moje własne mieszkanie. Chciałabym stopniowo wchodzić na wyższe levele z Nim. Stopniowo się uda pewnie. Jutro będą 2 miesiące z Nim. Że on tyle wytrzymał XD. Masakra. Ale bardzo się cieszę z tego. Naprawdę. Za bardzo Go kocham. Serio. Później muszę więcej z Nim pogadać. Popisać znaczy. Fajnie byłoby popisać przez telefon, ale pisanie też odda. Pogadałam trochę z kolegą i też inaczej. Siedzę i myślę o przyszłości. Jaką pracę będę miała, co będę robić w pracy, w życiu, kiedy się wyprowadzę To jedna wielka niewiadoma. Chciałabym już wyjść i mój spróbować pracować. I żyć normalnie. To duża szansa dla mnie i myślę, że może uda mi się żyć normalnie. Chciałabym mieszkać z Nim, pracować, utrzymywać dom. Chciałabym być niezależna i samodzielna. Chciałabym być panią swojego życia. I żeby On był ze mną całe życie. Na tym mi najbardziej zależy. Bez Niego nie dam rady żyć. Za bardzo Go kocham. I czekam na jakiś krok z jego strony. Fajne by to było. Mega czekam na to i może się doczekam. Pisałam mu o tym, że brakuje mi bliskości i w ogóle. To napisał, że dobrze, że mówię i że to istotne. Więc no, może coś się zmieni i będzie jakiś krok. Chciałabym, bo ja nie zrobię nic wbrew Niemu. Bo to musi być tak na spokojnie. Chciałabym dać Mu buzi, ale nie wiem, czy On chce. I to najgorsze. Bo głupio coś zrobić, gdy nie mam pewności, że On tego chce i jest OK z tym. Nie chcę naruszać Jego strefy komfortu. Po prostu chcę, żeby czuł się okay, a nawet bardzo okay w naszej relacji. Chcę by zawsze mówił o mnie dobrze i dobrze mnie wspominał. Mam nadzieję, że jestem Jego przyszłością i nie będę tylko wspomnieniem. Aż mi się płakać zachciało. Naprawdę mam nadzieję, że tak będzie... I no, napisałam mu to, że takie zdanie napisałam. Może coś mi odpowie. Nie odpisał nic w sumie. Szkoda, ale pewnie zajęty jest, jak zwykle. Mam nadzieję, że popiszemy jeszcze dzisiaj. Chciałabym no. Bardzo bym chciała z Nim pogadać. Albo popisać. Brakuje mi go strasznie. Nadal mi nie odpisał. Sadge widzowie. Już 19, a tu nadal cisza. Chciałabym z Nim popisać albo pogadać. Nie mam humoru ani nic. Słabo giga. Nie wiem co zrobić ze sobą. Brakuje mi Go. Myślę cały dzień o Nim i mi brakuje Go... Bardzo Go kocham i czekam za jakąkolwiek wiadomością. Mógłby dać znać, co u Niego czy coś... Chce mi się płakać bardzo. Nie wiem czemu. Nie mam humoru i nie wiem co jest grane. Czy to tęsknota czy co. Nie wiem nawet co myśleć. A co jak On ma mnie dość już i przestał mnie kochać? Nie wiem co myśleć. Nie wiem co czuć. Czuję smutek i takie nie wiem co. Rozczarowanie? Nie wiem nawet jak to opisać. Chciałabym codziennie Go widzieć, chociaż na chwilę. Ale to niemożliwe póki co. Może jak się wyprowadzę to będzie częściej wpadał. A najlepiej jakby zamieszkał ze mną. Wtedy byłaby najszczęśliwsza na świecie. Miałabym moją miłość blisko siebie... Chciałabym spędzać z Nim każdą wolną chwilę. Mogłabym z Nim siedzieć i milczeć, a i tak byłabym zadowolona. Brakuje mi Go i bliskości z Nim. Nadal nic nie napisał, więc słabo, bardzo czekam na Jego wiadomość. Ale no, może coś się zmieni i napisze w końcu. Dobrze by było, no ale cóż. Szkoda trochę i nie wiadomo co zrobić, co myśleć i ogólnie. Kocham Go, ale boli mnie ten Jego brak angażu. Chciałabym, by napisał do mnie albo zadzwonił... Ale nadal cisza, a tu już 20:28... Liczyłam na wiadomość czy coś, a tu dupa. Szkoda bardzo. Czekam i się doczekać nie mogę. Gówno, a nie robota. Zaraz się go zapytam co robi, że mi nie odpisuje, bo to ciekawe. Zapytałam się, to nie odpisał, as always. Słabo giga, czekam na odpowiedź a tu dupa. Mógłby odpisać w końcu. Odpisał, że jest na kolacji u szefa. Szkoda, że dla mnie nigdy nie ma czasu i jest obojętny. Chciałabym by to inaczej wyglądało i było lepiej. Ale no... Jak zwykle po prostu. Bardzo mi przykro. Chce mi się płakać bardzo, jestem bezsilna. Nie wiem co zrobić i co myśleć. Cały czas praca i wszystko wokół pracy. Nie wiem co zrobić już... Brak mi słów po prostu. Przykro mi po prostu. Nie wiem, nigdy nie ma czasu... Dziwnie tak. Chciałabym cokolwiek, jakikolwiek mały gest z Jego strony. Ale się nie doczekam. Pokłóciliśmy się znowu o to samo. O to, że On nie ma czasu ani w pracy ani po pracy. Mógłby czasem napisać albo zadzwonić. Ale to i tak moja wina, że nie rozumiem, że On pracuje. Rozumiem to, tylko szkoda, ze i tak nie napisze pierwszy jak ma chwilę ani nic. Boli mnie to. I mówiłam mu o tym nie raz. Ale to i tak moja wina. Bo ja nie rozumiem, że pracuje. Rozumiem, tylko brakuje mi Go i chciałam tylko porozmawiać. Ciężko mi w szpitalu i potrzebuję Jego wsparcia i rozmów. Ale On tego nie rozumie. I tylko na mnie jest wina. Bo to ja nie rozumiem. Nie wiem, ja serio jestem takim problemem czy co? Bo takie odnoszę wrażenie. Nie wiem co myśleć i czuć. Ciężko mi po tej kłótni. Zawsze coś nie tak, mimo, że się staram bardzo. Ciężko no. Nie wiem co zrobić. Co myśleć.
18.04
Dzisiaj mijają 2 miesiące z Nim, a my jesteśmy pokłóceni. Masakra. Wczoraj przestał mi odpisywać i nie wiem co dalej. Czy wszystko git według niego czy jak. Ciężka sprawa. Napiszę do Niego i zapytam czy jest zły na mnie. Myślę nad tym i nie mogę nic wymyśleć. Ciężko mi no, boli mnie to. Jestem ciekawa co będzie dalej z Nim. I z nami. Napisałam do Niego obszerną wiadomość, że nie chcę się kłócić, żeby mnie zrozumiał, że czuję, że mu nie zależy, że jestem mu obojętna i no, nie wiem co zrobić. Jeszcze napisałam Mu, że brakuje mi Go i kontaktu poza widzeniem się. No brakuje mi tego. Czekam za jakąkolwiek odpowiedzią. Jestem ciekawa czy coś sensownego odpisze. Pewnie znowu zwali winą na mnie. Że to ja nie rozumiem itd. Od dzisiaj biorę inne leki i nawet nie wiem jakie. Taka biała tabletka podłużna z podziałką. I tyle. I nadal czekam za odpowiedzią od Niego. Będę czekać i tyle, bo co innego zrobię? Nie chcę się z Nim kłócić, tylko to wyjaśnić i pogadać. Dopiero 9, więc pewnie jeszcze śpi. On lubi pospać. Ale wolałabym już tę wiadomość zobaczyć. Chciałabym już wyjść stąd. Dłuży mi się giga. Teraz pewnie 2 tygodnie posiedzę i tyle. Dam radę. Muszę dać, dla Niego. To nic, że się kłócimy, to normalne. W każdym związku to się dzieje, więc no. Mam nadzieję, że to nie będzie miało negatywnego finiszu. Chciałabym jak najlepiej dla nas po prostu. Mam nadzieję, że on też. Okaże się. Może nie będzie tak źle. Będę myśleć o tym cały czas. Bardzo dużo myślę o tej kłótni i mojej przyszłości. Chciałabym przyszłość z Nim. Tak jak pisałam. Chcę być jego przyszłością, a nie tylko wspomnieniem. Więc oby się udało. Chciałabym kurcze. Czekam za odzewem, kolega też mi nie odpisuje. Koleżanka mi powiedziała, że nie mam być miękką bułą tylko twardą. Bo są ostre. Powiedziała tak, bo powiedziałam, że boję się zapytać jakie leki biorę. Nadal czekam na odpowiedź. Może się doczekam niedługo, bo już 9:50. Boję się trochę w sumie. Wika w czwartek wypis ma. Zazdroszczę jej, też bym chciała. Czekam i czekam. Siedzę i czekam. Kocham Go i czekam, bo to dla mnie ważne. Dla Niego też to powinno być ważne. Ale nie wiem jak jest. Chciałabym by mi odpisał. No chyba, że teraz ma plan ignorować mnie. Nie wiem, oby nie. Nie przeżyłabym tego, gdyby totalnie się na mnie wyjebał. To by była masakra. Napisałam mu o lekach. Ciekawe czy na to mi odpowie. Czekam na jakikolwiek znak od Niego. Już 10:35 i nadal cisza. 54 strony już tu zapisałam. 11:42 i nadal cisza. Ale wychowawca do mnie dzwonił. Pytał, czy ktoś mnie odwiedza, co z zaproszeniem dla rodziców i ogólnie. Nadal czekam za odpowiedzią i to trochę boli. I smutno. Żałuję, że wczoraj zaczęłam temat, ale nie chciałam źle. No chciałabym, by było inaczej ale co ja mogę. Nadal mi nie odpisał a już 12:38. Nie wiem czy jest zły na mnie, czy obrażony, czy jak. Zapytam się chyba. Albo i nie. Bo się wkurwi albo znowu napisze, że pracuje. W sensie "przepraszam, że pracuje". Nie mam od rana humoru ani nic w sumie. Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze. I On zacznie się odzywać. Czekam i czekam i czekam. Od 22:42. I chuj. Nie odpisuje mi. Był aktywny, to nawet nie odpisał. Boli mnie to strasznie. 13:20 i nadal cisza. Chciałam z Nim pogadać to nadal mnie ignoruje od wczoraj. Odpisał "I jak". Liczyłam na coś więcej. Pokręciłam szlugi. Spalę co mam i rzucam palenie. Koniec kropka. Trzeba w końcu. Bo tak to nie nada. On byłby dumny ze mnie, gdyby mi się udało. Chciałabym by wszystko było git. Ze mną i z moim związkiem. Napisał, że byłby dumny To dobra motywacja. I napisał, ze bardzo możliwe, że jutro wpadnie. Cieszę się bardzo. Ale znowu się pokłóciliśmy. O to, że On się nie angażuje. Ale On nie rozumie mnie. Nie chcę się z Nim kłócić. Nie wiem, boję się trochę pogadać z nim... Znowu myślę o wyjściu ze szpitala, przyszłości i wszystkim. Tęsknię za psem i przyjaciółmi. Mam cały czas mroczki przed oczami. Nie wiem co więcej im powiedzieć na obchodzie. Czuję sie dobrze nawet, tylko muszę pójść do okulisty z tymi mroczkami.
19.04
Wczoraj znowu pokłóciłam się z Nim. Przez to, że ja się czuję jak zbędny balast. On tego nie rozumie, że ja się tak czuję. Dla Niego to dziwne. Nie wiem co robić, co myśleć. Nie chcę się z Nim kłócić cały czas. Ale On mnie nie rozumie, to co ja mogę za to. Może jak porozmawiamy to będzie inaczej. Muszę z Nim porozmawiać. Prędzej czy później. Napiszę mu, że mam nadzieję, że dzisiaj przyjedzie, bo bardzo potrzebuję z Nim porozmawiać. Napisałam. I że tak będzie mi łatwiej wszystko wyjaśnić. Może przyjedzie, ale po tym pisaniu wątpię, że będzie chciał. Nie wiem, zobaczy się. Zależy mi na tym, bo pisanie na dsc tylko pogarsza wszystko. A rozmowa może pomóc i to bardzo. Czekam na jakieś info od Niego, czy przyjedzie czy czy nie. Oby przyjechał. Jeszcze napisał, że nie będzie ze mną rozmawiał jak z 5-latkiem. Nie ukrywam, to zabolało. Ale On nie rozumie. On nic nie rozumie, ale to i tak wszystko moja wina. Czekam na wiadomość od Niego. I tak czuję się jak taki problem. Nie wiem co z tym zrobić. Muszę z Nim pogadać, to rzeczywiście może mi pomóc. I Mu też. Taka rozmowa. Bo pisanie tylko pogarsza i jest coraz gorzej. A na żywo jest jednak lepiej. Oby przyjechał. Czekam na info czy cokolwiek. On musi mnie zrozumieć. I jakoś zaakceptować albo mnie wesprzeć może. Brakuje mi wsparcia bardzo... Ale to i tak moja wina... Muszę z Nim pogadać. Oby on chciał też pogadać. Bo to bardzo ważne. Oby przyjechał. Dzisiaj czuję się bardzo dobrze, tylko czuję jakiś taki niepokój. No i czuję się jak taki problem dla przyjaciół i chłopaka, jak taki balast. Nie wiem co myśleć. Napisałam wszystko na kartce jak się czuję. A czuję się naprawdę dobrze. O wiele lepiej niż na początku. Napisał mu, abym dała mu czas do końca pracy. Nie wiem czemu, ale poczekam. Strasznie się stresuję i źle to znoszę. Trzęsę się i nie mogę dojść do ładu. Przejmuję się mega. Chyba ostro zjebałam. No nie wiem co dalej. Boję się, że On zerwie ze mną, a tego bym nie przeżyła. Bym się załamała psychicznie. Totalnie bym się załamała i to strasznie. On jest zbyt idealny i za super. Zbyt długo się starałam o Niego by teraz to zaprzepaścić. I nie chcę Go stracić. Nie dam rady wtedy. Z niczym. Z życiem i sobą. Zjebałam srogo i wiem o tym. Nie chcę się z Nim kłócić i walczyć. Chcę żyć w zgodzie i w spokoju. On jest zbyt idealny. Czekam na 18 teraz. Może się czegoś dowiem. Nie mam o niczym pojęcia. Nie daję rady już. Czuję mega stres i lęk. Nie wiem no... Boję się, że zjebałam na amen. Oby nie...Boję się bardzo o mój związek. Bardzo się boję. Oby nie zerwał ze mną, błagam. Bo nie przeżyję tego Naprawdę. Ciężko mi bardzo. Nawet nie czuję się na siłach, by iść na terapię. Po prostu nie. Za dużo myślę i się przejmuję. Jednak poszłam. Ale i tak siedzę na uboczu. Dzisiaj nie jest mój dzień. Zdecydowanie. Boję się o mój związek. Myślę, że zjebałam bardzo. Czekam na 18 nadal. Boję się bardzo. Myślę co będzie dalej. Oby nie zerwał. Martwię się mega. Nie wiem no. Myślę o tym cały czas. I no, ciężko mega. Bardzo nie chcę by to się źle potoczyło. Zbyt mocno go kocham, by stracić go przez swoje zjebane zachowanie. No nie mogę go stracić. Nie teraz, i nie nigdy. Po prostu. Muszę poczekać i tyle, nic więcej nie zrobię. Oby nie było źle. Oby ochłonął i dał mi znać. Oby przyjechał porozmawiać. Oby mi wybaczył. Tyle "oby", a pewnie wszystko będzie odwrotnie... Nie wybaczy mi, nie da szansy, nie przyjedzie i zerwie. Takie moje szczęście. Nie wiem jak to będzie. Myślę i siedzę. Nie wiem co poradzić na to. Giga się stresuję i myślę w chuj. Ciężka sprawa. Boję się no. Pocę się i martwię. Chciałabym, by było dobrze. Aż mi słabo jest. Masakra. Czekam na jakieś wieści i decyzję. Oby było pozytywnie, a nie źle. Nadal czekam na 18 a jest dopiero 14:49. Masakra bardzo, czekam i czekam. Napisałabym do Niego, ale miałam dać mu czas ale ile mogę czekać... Jeszcze jakieś 3 godziny. I czekam. Za bardzo go kocham... Siedzę i czekam, ale martwię się nadal. I boję się, że giga zjebałam. Żeby porozmawiał ze mną... To dużo da. Naprawdę. Zobaczymy jak to wyjdzie. Oby nie zerwał. Na KW normalnie ze mną pisał, ale czy dalej tak będzie to nie wiem. Oby przyjechał i pogadał ze mną. Jednak jutro przyjedzie. No jo... Zapytałam czy da radę pogadać przez telefon, bo ja tak dłużej nie mogę. Zobaczymy co powie, co odpowie. Bo wolałabym pogadać. Bo pisanie tylko pogarsza. Zależy mi na tym mega. Czekam na odpowiedź. Może uda się pogadać. Bardzo liczyłam na to, że przyjedzie. A tu dupa, znowu. Szkoda no... Może uda się coś pogadać. Albo chociaż nie wiem, popisać. Zawsze coś by było. Przepisałam Mu mój list na discordzie. Napisał, byśmy zapomnieli o tym. Liczyłam na rozmowę czy coś. No trudno. Potem pisaliśmy normalnie o tym, gdzie pojedziemy jak wyjdę. Także gites.
20.04
Dzisiaj czuję się dobrze, czekam za śniadaniem. Mam nadzieję, że dzisiaj trochę popiszę z Nim. No zobaczymy. Dzisiaj może wyjdę na pierwszy spacer. Chciałabym już wyjść stąd na amen. Dobrze by było. Może w przyszłym tygodniu wyjdę. Koks by było. Po 4 tygodniach wyjść. Zobaczymy, kiedy mnie wypuszczą. Na obchodzie ani po nic się nie dowiedziałam. Ale byłam na moim pierwszym spacerze. Było super. Wyjebałam się z karuzeli. W sensie jak wyszłam z niej to się wywaliłam. Już po obiedzie. Dziewczyny będą grać w piłkę, a ja popatrzę sobie. Zawsze coś i na zewnątrz. Inaczej tak. myślę, że pójdę i będzie git. Dzisiaj mam dobry dzień w sumie. Pogodzona z Nim, humor i samopoczucie gites. Więc jest git. Teraz w sumie czekam za Nim, Napisał, że dzisiaj raczej przyjedzie. A jutro przyjedzie dwójka kolegów, Więc super. Czekam za nimi już. Fajnie, że mnie odwiedzą. Czekam za Nim i tak leci. Oby przyjechał. Chciałabym go zobaczyć już. To będzie super. Brakuje mi Go cholernie... Więc no, czekamy na to. Obym wytrzymała i oby przyjechał... Czekam i czekam. Mam nadzieję, że przyjedzie. Stęskniłam się i chcę go zobaczyć po tej kłótni. To mi się przyda. Byłam drugi raz na spacerze. Fajnie było. Koleżanka dzisiaj wyszła. Smutno tak bez niej. No ale dobrze, po co ma tu siedzieć bez sensu. Pytałam się Go, to mówił, że dzisiaj raczej będzie. Oby był. Bardzo czekam na to kurcze. Jest 16:29, więc jeszcze półtorej godziny. A mi zleciał dzień... Oby dzisiaj przyjechał... Strasznie czekam. Chcę Go zobaczyć mocno. Brakuje mi Go mega. Więc oby dał radę wbić. No oby. Po prostu. Potrzebuję Go zobaczyć. Chciałabym widzieć Go codziennie. Ale nie mogę po prostu. Niestety. Czekam teraz za nim i tyle w sumie. Nie wiem kiedy mnie wypuszczą. Oby szybko, bo czuję się bardzo dobrze. Zobaczymy. I chcę zobaczyć Go strasznie. Oby przyjechał, czekam na to strasznie. Jeszcze 20 minut i go zobaczę. Znaczy chyba. Nadal czekam i myślę o nim. Zaraz 18 to On kończy pracę. I może przyjedzie. Przyjechał jakoś 18:35. Posiedział do 19 i pojechał. Bardzo dużo przytulałam się do Niego. Pogadaliśmy trochę. Potem nic się nie działo i dosyć szybko zasnęłam.
21.04
Dzisiaj też czuję się dobrze. I głodna już jestem Dzisiaj do mnie przyjadą dwaj koledzy. Giga fajnie. Już czekam za nimi. Mają być koło 10 jakoś. Zależy jak obchód będzie i w ogóle. Będę im pisać co i jak pewnie. Nie mogę się doczekać, aż przyjadą. Już po śniadaniu, więc zostało czekać za obchodem i chłopakami. Siedzę i czekam. Coś mi dzisiaj przeskoczyło w karku i mnie boli. Na razie nie mam pomysłu nawet co ze sobą zrobić. Chłopacy byli i fajnie się gadało. Zawsze inaczej. Jeszcze koleżanka z klasy u mnie była to też z nią pogadałam. Fajnie było bardzo. Dostałam słodkie, więc miło. Nudy cały dzień. Może mnie wypuszczą w przyszłym tygodniu. A jak nie to wyjdę na żądanie. Bez sensu mam tu siedzieć jak czuję się bardzo dobrze. Pogadałabym z kimś czy coś. Ale dupa. Dzisiaj piekłam gofry na zajęciach, więc fajnie bardzo. Coś by mogło się wydarzyć czy coś. Jak nie dostanę wypisu w przyszłym tygodniu to wyjdę na żądanie. Jestem zmotywowana do pracy i życia. Jest po prostu dobrze ze mną. Cały tydzień jest gites. Mogliby już pomyśleć o wypisie. Gorzej jak wyjdę, a wszystko wróci do mnie. Oby git było. I nie wiem co dalej... Pewnie znajdę pracę i mieszkanie. Czuję się na siłach, aby wyjść. Jestem gotowa zmierzyć się z rzeczywistością. Jestem pewna, że dam radę. No zobaczymy jak to wyjdzie.
22.04
Dzisiaj przyjadą do mnie rodzice i On. Więc super. Czekam już za nimi. Nie mogę się doczekać bardzo. Czekam już, a dopiero 8:15. Przywiozą mi zeszyt, tytoń i więcej rzeczy, więc fajnie bardzo. Czekam strasznie. Już 15:40, więc szybko giga minął mi czas. Byli rodzice, przywieźli mi słodkie, piżamkę i inne duperele. Potem miałam obiad. Grochówka i ryż z jabłkiem. Potem czekałam za chłopakami. Był On i kolega. Od kolegi mam ten zeszyt. Z Nim dużo gadałam, bardzo dużo. O pracy, domie - że to będę musiała ogarnąć, jak wyjdę. Że może niedługo będziemy się widywać codziennie jak będę mieszkać w mieście. Ale do tego jeszcze kilka miesięcy. Było eskimoskie buzi!!!!! Więc super. I baaaardzo dużo tuli. Powiedział, że jutro też postara się wbić. Więc koks. Nie mogę się doczekać, aż będę miała pracę i własny kąt. Może rzeczywiście będziemy widzieć się codziennie? Byłoby superancko. Codziennie tuli i w ogóle. Czekam na to. I na nasze pierwsze buzi. To będzie extra. Chciałabym z Nim mieszkać strasznie. To też by było fajne. Mega fajne. Byłabym panią domu i pracowałabym. Mam nadzieję, że dam radę w pracy. Muszę dać. Bo zawiodę wszystkich. I siebie. Muszę to ogarnąć. I mieszkanie. To też ważne. Chciałabym już się wyprowadzić. Strasznie... Zobaczymy, co przyniesie czas. Oby było dobrze wtedy, kiedy wyjdę. Czekam na wyjście. I własne życie. W końcu. Oby było normalne i lepsze niż dotychczasowe. Czekam na to, naprawdę. Wyprowadzić się i prowadzić własne życie. To by oddało. Naprawdę. On dał mi trochę do myślenia. Tą rozmową. I muszę się go zapytać czy w razie co to mnie odbierze. Bo to ważne. Zaraz napiszę do Niego. Napisałam i odbierze mnie, więc super. Czekam na poniedziałek strasznie. Może wypis dostanę, więc byłoby ekstra. Czekam bardzo. Mam nadzieję wielką. Oby się udało. Liczę na to. Ale z drugiej strony nie powinnam się na to nastawiać, bo jednak nie wiadomo, jednak nie wiem czy mnie wypuszczą. Fajnie by było, ale no cóż. Poczekamy na poniedziałek. I czekam na jutro, bo może On wbije. Liczę na to bardzo. Bo uwielbiam Go widzieć, od razu lepsze samopoczucie i humor gituwa. No poprzytulam go i będzie nice. Na tydzień musi mi starczyć niestety. Chciałabym więcej go widywać. O wiele więcej. Np. codziennie i robić Mu kanapeczki do pracy. Wtedy byłoby idealnie. Naprawdę. Ogólnie jakbym Go codziennie widywała, to byłoby zajebiście. Serio. Czekam na to strasznie, na takie życie. Tak. Planuję z Nim przyszłość, to bardzo istotne. Nie wyobrażam sobie jej z nikim innym. Mega czekam na to. Będzie zajebiście. Wspólne życie takie... Kozacko. Czekam na to i wyobrażam sobie to. Wspólne siedzenie po pracy, tuli i ogólnie wszystko razem. Spanko razem... Chciałabym no. Ale wiem, że On nie chce póki co, bo woli mieszkać za darmo z rodzicami. Więc jeszcze poczekam trochę, a nawet dużo. Może prędzej się sama wyprowadzę, niż z Nim. I jak będę mieszkać w mieście, to będzie mnie często odwiedzał. Mega bym chciała no. Im częściej tym lepiej. Serio chciałabym. Widywać moje kochanie jedyne... Jestem tak bardzo zakochana w Nim, że to szok. Aż za bardzo chyba. Tyle się starałam o Niego, teraz z Nim jestem i to uczucie tylko rośnie. Niedługo zwariuję z tej miłości po prostu. To już masakra. Muszę mu to napisać później. Że to za dużo i to niezdrowe czy coś. Ciężko no. Czy da się zwariować z miłości? Być tak uzależnionym od kogoś jako od osoby? Nie wiem w ogóle. Masakra. No zobaczymy. Ale to takie silne, że ja jebie. Nie wiem co zrobić, niedługo będą dwa lata jak mi się podobał i byłam zauroczona w Nim. Długo. To chyba serio coś poważnego. Ciekawe czy on mnie bierze tak na serio w pełni. Czy planował coś więcej ze mną Oprócz dłuższego bycia ze mną. Bo to, to wiem. Ale np. wspólne mieszkanie ze mną czy coś takiego. Takie większe plany. Bo to serio ciekawe. Zapytam się dzisiaj chyba. Nie pobije mnie za to raczej. A jestem mega ciekawa. Zapytam się i chuj, zobaczymy co powie. O ile coś powie. Powiedział, ze nie potrafi planować nic na dwa dni do przodu, więc nie. Słabo trochę, no ale cóż. Liczyłam na inną odpowiedź będąc szczerym. I zapytał o moje plany i w ogóle. Więc no, napisałam o wspólnym mieszkaniu, bo głównie o tym myślę. To dla mnie priorytet, później można pomyśleć o czymś więcej. Bo od tego powinno się zacząć i wtedy wszystko wyjdzie. Przynajmniej ja tak twierdzę. Chciałabym z Nim mieszkać. Bardzo. Ale najpierw muszę wyjść ze szpitala i znaleźć pracę. Od tego zacznę, bo inaczej ciężko będzie. On mówił mi nawet, żebym ogarnęła najpierw pracę i dom. Chociaż nie wiem co miał na myśli poprzez "dom". Nie wiem, co miałabym ogarnąć. Swój pokój? Czy mieszkanie samej w mieście? Nie wiem, ale zastanawia mnie to. Może on sam kiedyś zaproponuje wspólne mieszkanie. Byłoby kozak. Liczę na to w sumie. Bo mi chyba byłoby głupio to zaproponować. Szczególnie, że jedyne co sobą oferuję to uczucia i chęci. Serio Nie mam dosłownie nic. Ani pracy, ani perspektyw, ani nic. Aż dziwne, że On się we mnie zakochał Głupio byłoby zapytać, czemu się we mnie zakochał. W sensie kiedyś mówił, że zajebiście się dogadujemy i tyle. Nie wiem co On widzi we mnie tak szczerze. Zapytam się co lubi we mnie, o, to jest myśl. To dobry plan. Nie pobije mnie za to raczej. Chyba. Zapytam i chuj. Zobaczymy co powie. O ile coś powie sensownego. Ciekawi mnie to strasznie. Za co On mnie lubi. To dobre pytanie. Już napisałam, że mam pytanie i czekam. Odpisał, że za wszystko. Niby miło, ale liczyłam na inną odpowiedź. No trudno. Jeszcze popisałam z Nim trochę potem. Napisałam, że lipa, że nic sobą nie oferuję oprócz uczuć i wsparcia. To napisał, że daję co mogę. To stwierdziłam, że będę mu dawać na paliwo jak znajdę pracę, to mi nie odpisał. Szkoda. No, ale cóż.
23.04
Już po śniadaniu i lekach. Dzisiaj czuję się bardzo dobrze, w sumie bez zmian od tygodnia. Cały czas jest gites. Obym jutro usłyszała, ze wychodzę w czwartek lub piątek. Czekam na to bardzo. Nie chcę siedzieć na majówkę tutaj. Dzisiaj może On przyjedzie, więc superancko. Bardzo czekam na Jego przyjazd. Poprzytulam się i będzie fajnie. Kocham się przytulać do Niego. I kocham Jego całego. Naprawdę. Każdy jego aspekt i każdy cal. Kocham wszystko co z Nim związane. Dosłownie wszystko... On jest idealny. No po prostu. Bardzo długo się starałam o Niego i nie wypuszczę Go teraz tak łatwo. No nie mogę. Po prostu nie. Bardzo czekam, aż przyjedzie. O ile dzisiaj przyjedzie. Chciałabym no, bardzo. I chciałabym buzi z Nim bardzo. Ale psychiatryk to słabe miejsce na pierwsze buzi. No niestety. Ale i tak bym chciała strasznie. Mega na to czekam. No jeszcze poczekam sporo pewnie. No trudno. Kiedyś się doczekam. Oby... Muszę tylko się kontrolować, by nic nie odjebać w związku. Zobaczymy jak to wyjdzie. Giga chciałabym, by przyjechał, ale wczoraj mi napisał, że ma rezerwę w aucie, więc no. Chyba mu napiszę, że nie musi przyjeżdżać. Bo ciężko mu będzie z rezerwą i 250zł w portfelu. Niby mówił, ze wpadnie ze słodyczami. Więc zobaczymy. Z jednej strony chciałabym, z drugiej nie chcę robić mu problemu. I rozterka taka. Nie wiem no, masakra. Nie wiem co zrobić z tym fantem w sumie. Zobaczymy. Na razie siedzę i czekam za obiadem. Giga nudy i tyle. Myślę co porobić, ale nie mam pomysłu nawet. Ciekawe czy On przyjedzie. Bardzo bym chciała. Potulić się i w ogóle. Ale zobaczymy, nie wymagam, żeby przyjeżdżał dzisiaj, ale byłoby giga fajnie. Poczekamy i zobaczymy. Na razie chyba śpi jeszcze. Więc no. Rodzice trochę odjebali wczoraj. Bo zamiast szamponu kupili mi odżywkę. No trudno. Przyjechał do mnie. Przywiózł słodkie i picie. Znowu się natuliłam bardzo dużo. I było kozak. Pogadaliśmy o wyjściu i ogólnie o wszystkim. On jak zwykle przeglądał fb i twittera, a ja się tuliłam do Niego. Fajno było. Już tęsknię za Nim. Nawet mu to napisałam. I nic nie odpisał na to póki co. Bardzo mocno Go kocham, chyba wręcz za mocno. To też muszę Mu napisać. Zobaczymy co powie. I czy w ogóle coś. Ale kocham Go za bardzo i jestem zaślepiona. Nie wiem, to chyba niezdrowe. Czekam za odpowiedzią. W międzyczasie rodzice u mnie byli. Przywieźli kilka rzeczy i tyle. Nic ciekawego. Bardzo dużo myślę o Nim ostatnio. Mega dużo. Za dużo. Myślę o Nim, o naszej relacji, o przyszłości. Czy wszystko jest git między nami i w ogóle. Czy nie powinno być jakichś zmian. Albo kroku naprzód. Nie wiem czego, ale czy wszystko git jest. I po prostu tak myślę o tym. O całej naszej relacji. I jej wyglądzie. Ale czy mi pasuje, w sensie nie pasuje to, jak wygląda? Pasuje, tylko brakuje kilku aspektów w niej. Muszę z Nim pogadać o tym. Ale to kiedy indziej. Pogadam z Nim na pewno kiedyś. Może nawet dzisiaj. Zobaczymy. Chciałabym o tym z Nim pogadać, ale nie wiem, zobaczy się. Myślę o Nim i naszej relacji... Na razie mi nawet nie odpisał, mimo, że pisał na KW. I no, czekam nadal. Zobaczymy. Odpisał. Wow. Pogadałam z Nim na dsc, więc super. Wziął mnie na "przejażdżkę" drugi raz dzisiaj. Fajne to jest bardzo. Spodobało mi się to strasznie. Jeszcze muszę do Niego napisać, że brakuje mi kilku aspektów w naszym związku. Np. więcej bliskości, takiej intymności czy rozmów przez telefon. O tym ostatnim w sumie Mu już powiedziałam, więc no. To może być powód, by zacząć temat. Zaraz napiszę do Niego. Chuj, że chwilę temu gadałam z Nim. Powiedziałam, że napiszę, by powkurwiać Go. Więc mogę powkurwiać Go tym tematem. Bo chyba już kiedyś gadaliśmy o tym Nie wiem. Myślę, że popisanie o tym to dobry plan. Zobaczymy jak potoczy się rozmowa i w ogóle. O ile jakkolwiek się potoczy. Tak jak przypuszczałam, nie potoczyła się. Zapytał się tylko jaki temat i "tzn?". Potem, gdy napisałam wszystko to nic mi nie odpisał. Więc giga słabo, bo ten temat był dla mnie dość ważny, a on go po prostu zlał. Zabolało mnie to. No, ale co poradzę na to? Nic.
24.04
Dzisiaj ważny dzień dla mnie, bo być może dostanę wypis. Ewentualnie wyjdę na żądanie. Jedno z dwóch, bo nie czuję potrzeby dłuższego siedzenia tutaj na siłę. Już mi wystarczy. Zobaczymy co powie ordynator. Zobaczymy co powiedzą. Bo już ponad tydzień czuję się dobrze, leki mi pomagają i no, po co mnie tu trzymać. Nie potrzebuję mieć "ładnego" wypisu czy coś w tym stylu. Więc no, wyjebane. Postanowiłam, że w tym tygodniu wyjdę. Czy to siłą czy nie. Wyjdę po prostu. W końcu. Zależy mi na wyjściu w tym tygodniu. Czekam na obchód i dobre wieści. Ordynator powiedział, że jeszcze kilkanaście dni powinnam posiedzieć. Ale czuję się naprawdę dobrze. Więc wychodzę na żądanie. Czekam na środę, bo wtedy wyjdę. I już jestem zgadana z Nim na kebsa. Mega fajnie, nie mogę się doczekać. Byle do środy i do widzenia. Za 48 godzin wychodzę. Prawie miesiąc w zamknięciu i wychodzę na wolność. To będzie mega. I będę mogła więcej czasu spędzać z moim kochaniem. No kurwa. Jak ja się w środę nie odkleję od Niego. Nawet na zakończenie roku w szkole pójdę, więc nawet fajnie. Ciekawe co lekarz powie w środę i czy bedzie mi robił problemy, bo Ordynatora nie ma w środy. Dziewczyny mówią, że nie powinni robić problemów. Mega bym chciała środę. Oby poszło gładko i bez komplikacji.
25.04
Dzisiaj też czuję się bardzo dobrze. Giga czekam na jutro. Chcę już jutro godzinę 18.15 jakoś. Wyjdę wtedy i pojedziemy na kebsa. Ale kozacko będzie. Mega się doczekać nie mogę. To jest nie do opisania. Jazda z Nim, kebab.... Nie mogę wyobrazić sobie lepszej środy po prostu. Jedynie loda zabraknie, bo środa dzień loda. Boże... Chcę do Niego strasznie. To będzie piękne.. Najlepiej bym go pocałowała po wyjściu, ale muszę się wstrzymać póki co. Tak po prostu. Kurcze, ale byłoby kozak. Takie buzi po wyjściu. Ogólnie buzi z Nim na milion procent będzie zajebiste. Tak totalnie zajebiste. Giga czekam na ten moment. Serio. Tego też mega doczekać się nie mogę. Ja już jestem ready na to, ale On chyba jeszcze nie po prostu. Dlatego będę musiała jeszcze sporo poczekać. Nawet bardzo sporo pewnie. Może On się "złamie" wcześniej, haha. No nie wiem po prostu kiedy nadejdzie ten moment. Ale też bardzo go wyczekuje. Tak samo jak środy. Będzie kozacko i tyle. Nie mogę się doczekać. Pytałam się Ordynatora, czy na pewno jutro wyjdę to powiedział, ze tak i mówił już lekarzowi o tym. Już tylko 28h. Mega fajnie. Giga fajnie. Zobaczę Go i zjem kebsa. JUŻ 26h. Jutro będzie zajebiście. Jak wyjdę to muszę się zapisać do nowego psychiatry. Zobaczymy co mi powie, jaką diagnozę tym razem będę miała. Muszę to ogarnąć, do tego pracę. Później mieszkanie... I jakoś to się będzie kulać. Oby w końcu było dobrze. Tylko tyle oczekuję od życia. Byleby było dobrze. I byle to było z Nim. To dla mnie najważniejsze. Byle dobrze i byle z Nim. Ciekawe w sumie ile On wytrzyma ze mną. Bo ja się dziwię, że On już 2 miesiące ze mną wytrzymał. Naprawdę się dziwię. To jest trudne zadanie, tyle wytrzymać ze mną. Teraz w sumie jestem w moim najdłuższym związku. Wcześniej trwały do miesiąca max. Więc wow. Jestem pod wrażeniem. Że akurat On wytrzymał. Najbardziej wybredne stworzenie. Nie no, nie jest chyba aż taki wybredny, ale jednak no. To On, więc i tak się dziwię. Bo On taki specyficzny jest, więc no. Dziwię się po prostu. Ale cieszy mnie to mega, że wytrzymał. I planuje wytrzymać jeszcze dłużej ze mną. Oby jak najdłużej Mu się udało. Byłoby super, jakby wytrzymał do końca ze mną. Chcę spędzić z Nim resztę życia. Ale nie spędzę, jak będę Go tak wkurwiać cały czas. Muszę się ograniczyć z tym, mimo, że bardzo to lubię. Po prostu muszę i tyle. Będzie dobrze. Znaczy taką mam nadzieję i na to liczę, Już i tak sporo wytrzymał, bardzo dużo. Muszę to ograniczyć, bo pójdzie sobie ode mnie niedługo. A tego bardzo bym nie chciała. Napiszę mu o swoim postanowieniu. Zobaczę co powie, bo to bardzo ciekawe, czy cokolwiek odpisze. Chcę by wszystko było w jak najlepszym porządku. Nie mogę niczego zjebać. Ważna i trudna misja. Będę się starać, by wszystko było gites. Nie mogę Go stracić. Imagine stracić Go. No ja sobie tego nie wyobrażę nawet i nie chcę wyobrażać. Napisałam do Niego też o wspólne mieszkanie, to odpisał, że przez najbliższe 2-3 miesiące nie, ale potem sprawa do ponownego rozpatrzenia. Czyli jest szansa, że za jakiś czas się uda po prostu. Mega liczę na to. Kozacko by bylo. Ale no cóż, on jeszcze nie jest ready. Więc pożyjemy i zobaczymy.
26.04
Kurwa, dzisiaj wychodzę, Dokładnie 11 godzin mnie dzieli od tego. Giga czekam na to. Spędzam czas z Nim, wyjdę ze szpitala i opierdolę kebsa. No lepszej środy nie mogę sobie wyobrazić. Do śniadania jeszcze godzina, a ja jestem giga głodna. Myślenie o kebsie nie pomaga. Zobaczę dzisiaj mojego psa... Ale ekstra. Już myślę, jaki syf tam zastanę. Masakra, ale może nie będzie tak źle po prostu. Cieszę się, że zobaczę Yoko. Może pjes też się ucieszy na mój widok? Kocham tego psa. To moja druga miłość... Zaraz po Nim. No cudownie. Giga się doczekać nie mogę tych spotkań,. Dzisiaj mega ważny dzień, bo wychodzę. No kurwa, idealny dzień po prostu. Mega odliczam do tego. Czekam i czekam i się doczekać nie mogę. Chyba nic nie może mi zepsuć tego dnia. No chyba że nagle mi pwoiedzą, ze mnie wypuszczą. To mnie chuj jasny strzeli. Trzeba poogarniać wszystko. W sobotę mam jechać na zlot do Torunia, więc kozacko. W końcu normalne życie mnie czeka. Mega się cieszę taj najzwyczajniej w świecie. Kozackie dni nastały. A później pracka mnie czeka. 4 maja do urzędu pracy, bo majówka jest I no, mega się cieszę. Będę w końcu pracować. Więc superancko. Już powoli żegnają się ze mną na oddziale. A jeszcze jakieś 10/9 godzin. Dobrze będę wspominać to miejsce. Nie było źle ani nic, więc no, nie mam powodów by źle wspominać. No mam dzisiaj wypis na 100%. Zostało jeszcze 6 godzin do wyjścia. No po takim czasie wyjść to aż milutko. I jeszcze na kebsika jadę aaaaaa. Giga się cieszę. Wyjdę i spędzę z Nim trochę czasu. Czas z Nim to najlepszy czas jaki istnieje. Dlatego tak bardzo sie cieszę. No idealnie. Po takim czasie wyjdę i będzie ekstra. No super. Odliczam cały czas ile mi zostało.
Koniec papierowego pamiętnika.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz