Ariana | Blogger | X X

niedziela, 7 czerwca 2020

co się dzieje w mojej głowie #1

To akurat bardzo ciekawy temat. U mnie albo jest pustka w głowie albo natłok myśli. Nic pomiędzy. A jakie myśli mi towarzyszą? Przeróżne. Ciągłe uczucie bycia obserwowana, śledzoną. Myśli podpowiadające okropne rzeczy, rzeczy niestworzone. To dla mnie norma. Do tego głownie omamy słuchowe i ksobne. Czuję się obserwowana, obracam się, szukam kogoś, kogo nie ma w okolicy. Ciągłe myślenie o śmierci, wyobrażanie, widzenie i czucia krzywdy, ran. Jest to straszne. Biorę leki, ale one mało co pomagają. Nadal to samo. Nie wiem czy naprawdę tak mam czy sobie wmawiam, juz nie odróżniam tego. Łatwo się denerwuję, smucę, myśli zajmują większość mojego czasu. Boję się, że coś sobie zrobię. Wiem, że jestem do tego zdolna, a natrętne myśli nie ułatwiają sprawy. Majac na myśli omamy słuchowe, nie mam na myśli głosów. Chyba ich nie doświadczam, albo nie odróżniam ich od własnych myśli. Mówię tu o dźwiękach stukania, drapania, bzyczenia i ciągłych szumów. Już nie wiem co mi się wydaje, a co jest naprawdę. Jestem taka odczepiona od rzeczywistości. Nie wiem jak długo będę mogla tak funkcjonować. W najgorszym przypadku trafię do szpitala. A tego się boję i to bardzo. Na samą myśl mam ciarki. Juz raz tam byłam, może tym razem by było gorze, może lepiej... Nie wiem i chyba nie chcę wiedzieć. Oby tak się nie stało. 
W tym miesiącu mam wizytę i chyba wtedy się wszystkiego dowiem. Już mi serce wali i sie stresuję. Nie wiem co powiedzieć, a czego lepiej nie mówić. Nie wiem o co zapyta, co powie. Boję się je trochę, jest straszna. Ale oby mi pomogła jak najlepiej. Co do leków to mam kilka efektów ubocznych. Wolałabym mieć inne leki, takie które pomogą. Ja wiem, że potrzebuję pomocy, ale nie wiem czy będę potrafiła ją przyjąć. Wiem, że to dla mojego dobra, ale czy na to zasługuję i mi się należy? Jest duzo osób bardziej potrzebujących ode mnie. Muszę dać sobie sama radę, ale czy tak będzie? Nie mam pojęcia i nie wiem czy sie dowiem.
Ostatnio chciałam popełnić samobójstwo. Ale nie wyszło, bo w przypływie emocji powiedziałam o tym rodzicom i to udaremnili. Od tamtego czasu jest coraz gorzej ze mną.  A rodzice? w dzień tej "próby" byli dla mnie nie mili, uszczypliwi. Gdy mówiłam im o tym, że chcę się zabić wyśmiali mnie i to zbagatelizowali, dopóki nie zabarykadowałam się w pokoju. Usłyszałam wtedy na to "O, jeden telefon wiecej". Zabolało mnie to niesamowicie, i poryczałam się. Nie wiem czemu śmiałam się podczas płaczu. Dziwne. Jestem ciekawa czy jakbym sobie zrobiła cos poważnego, spróbowała się zabić, to czy by w ogóle zareagowali na to. Szczerze to wątpię. 
Taki dłuższy post, niedługo będzie kontynuacji i co się zmieniło. 

Pozdrawiam,
Kinga.

niedziela, 7 czerwca 2020

doba koronawirusa

Patrząc na to co sie obecnie dzieje u nas czy na całym świecie, trudno mówić o normalnym życiu. Możliwe, że te wszystkie zakazy, informacje wchodzą nam na głowę i dlatego coraz więcej osób ma problemy psychiczne. Nie wiem czy mi tak siada od tego czy od tych moich chorób. Czy może dlatego dostałam informacje o schizofrenii w czasie pandemii, może to jest jakoś połączone ze sobą? Nie wiem. Naprawdę nie mam pojęcia. ale wiem, że ludzie coraz bardziej wycofują się społecznie. Powoli się to normuje, ale nie wiem czy niedługo nie będzie kolejnej fali. 
Kiedyś, w podręcznikach od historii będzie cały dział, zatytułowany "Rok 2020". Tyle sie uż tu działo, że jeden temat nie wystarczy. Takie czasy. Zobaczymy, co przyniesie jutro.