Ariana | Blogger | X X

sobota, 1 marca 2025

Bo przecież, żeby kogoś trzymać za rękę, trzeba najpierw swoją dłoń otworzyć

 Dlatego dzisiaj moje wyrzygowiny dotyczą tematu jakim jest związek, relacja, jak zwał tak zwał. Każdy związek składa się z kilku fundamentalnych wartości, nieważne w jakim związku - one są podstawą, taką receptą na to, by dany związek był szczęśliwy. Nie jestem też jakimś psychoterapeutą par, by tak się wypowiadać. Mówię to na p[odstawie własnych doświadczeń i tego, jaki schemat widzę wokół innych związków, przyjaciół, randomów. 

Podstawami udanego związku, są nie tylko aspekty "podobania się" z wyglądu, charakteru czy zainteresowania. Ten ciężki, niezrozumiały dla mnie typ relacji, jest bardziej złożoną sprawą, niż mogłoby się wydawać. Owszem, żeby być związku osoba musi być w pewien sposób atrakcyjna dla nas, musimy akceptować charakter, czy rozumieć zainteresowania. 

Ale jednak, są aspekty ukryte, może i mniej oczywiste, niż to wymienione wyżej. Postaram się to wyjaśnić, jak ja to odbieram, co widzę.

1. Zrozumienie - bez tego ani rusz. Co nam po związku, gdzie jedna strona nie rozumie drogiej, i na odwrót? Ciężko sie dogadać w jakiejkolwiek sprawie, czy dojść do innego kompromisu. Czasem warto postawić się w sytuacji drugiej osoby, spróbować zrozumieć jej tok myślenia. Ale też należy w przystępny sposób przedstawić swoją stronę. Nie zawsze to co mówimy, pokrywa się z zachowaniem, tonacją. Wydaje nam się, że mówimy wszystko prosto i najbardziej zrozumiale jak się da. Lecz nie wiemy, jak odbiera, jak myśli, jakie ma odczucia druga osoba. To co dla nas jest oczywiste, niekoniecznie musi być oczywiste dla naszego partnera. W konwersacji, nie tylko ważne są słowa. Liczą się też gesty, mimika, sposób tej wypowiedzi, zachowanie. Każdy najmniejszy szczegół jest ważny, pomocny, by lepiej zrozumieć intencje drugiej osoby. Nie zawsze prostolinijność jest najlepszym wyjściem. 

2. Dwustronne zainteresowanie - według mnie, ślepe podążanie za schematami, brak podejmowania jakiejkolwiek inicjatywy oraz zero jakiejś kreatywności są jednymi z głównych zabójców związków. Ciężko stworzyć udany związek, gdy wszystkie próby kontaktu, rozmowy czy bliskości wynikają tylko z jednej strony. W pewnym momencie, wszystkiego się odechciewa. Kiedy tylko jedna osoba wychodzi z inicjatywą, ciężko mówić o związku. To raczej takie ślepe wierzenie, że druga osoba w końcu zacznie coś robić, by dbać o relację. Wszystkie związki i osoby, które znam, miałam okazję o tym rozmawiać, nie są jednostronne. W każdym przypadku, działania te są w dwie strony. Kiedy jedna osoba nie daje rady z obowiązkami, to druga pomaga. Obydwie osoby dbają o siebie, starają się o relację, niezależnie od stażu, od początku przez cały czas. Nie rozumiem, jak to może spoczywać tylko na jednej stronie takiego układu. Przeciążenie psychiczne w takim wypadku jest nieuniknione i to również prowadzi do końca takiego związku. Po co siedzieć, męczyć się i stresować, głowiąc się nad tym, jak udobruchać drugą osobę, jak sprawić jej przyjemność miłą, drobną rzeczą, co powiedzieć jej miłego... gdy nie otrzymujemy totalnie nic od takiej osoby? To zniechęca, do kontynuacji starań, a co za tym idzie - końca relacji. Okazujmy to zainteresowanie i takie drobne gesty, bo to może być game changer. Czasem więcej zainteresowania potrafią okazać przypadkowe osoby w internecie, niż nasza druga połówka. To jest bardzo przykre.

3. Bliskość - temat, który dotyka mnie najbardziej w mojej relacji. Jak mam być szczera, czuję się po prostu obrzydliwie. Jak nic nie znaczące gówno przyczepione do buta, którego usilnie próbujemy się pozbyć. Wchodzę teraz w personalne sfery, ponieważ to bardzo istotne dla mnie. Wyobraźcie sobie związek, gdzie jedna osoba łaknie bliskości, czy to drobnej czy bardziej intymnej. A druga połówka to ignoruje, traktuje Was jak gosposie, współlokatorkę czy inną koleżankę. Nie jak dziewczynę - czyli osobę bliska, z którą planujecie dalsze życie, założenie rodziny. Tak totalnie szczerze - wyobrażacie sobie zakładanie rodziny bez seksu? Wyobrażacie sobie, ciągłe odrzucanie waszej bliskości przez partnera? Osobiście, to ciężko mi to ogarnąć moim zmęczony mózgiem. Rozumiem sytuacje kryzysowe, ale gdy to nagminnie się powtarza przez dwa lata, to ciężko mówić o normalnej relacji. Szczególnie, gdy jesteście w młodym wieku. Wieku, w którym najbardziej domagacie się fizyczności, a Wasz hormony buzują i sieją spustoszenie w psychice i ciele. To jest jedna z potrzeb fizjologicznych, które niespełniane, potrafią tworzyć niezły burdel w głowie. Jak można myśleć o sobie w pozytywny sposób, gdy druga osoba ignoruje i umniejsza Waszym potrzebom? Nie rozumiem, a chyba nawet już nie chce zrozumieć, jak można mówić komuś "kocham" czy być właśnie w dłuższej relacji, i unikać dotyku tej osoby? Dla mnie to jest niepojęte. Najgorsze w tym wszystkim jest to, ze nie zmieniamy naszego poglądu na drugą osobę. Tylko właśnie zmieniam nasz własny obraz. W głowie kłebią się tysiące myśli i pytań. Dlaczego tak, co zrobiłam nie tak, czy coś ze mną nie tak, powiedziałam coś nie tak, głupio się zachowałam, czy wymagam za wiele, czy jestem zaniedbana, zapuszczona, czy odrzucam partnera, czy jestem obrzydliwa.... Tych pytań mogłabym wymieniać a wymieniać. Znam je na pamięć z autopsji. Odpowiedzi na powyższe, nie mogą być pozytywne. Nie da się, patrząc na stan rzeczy. Na to, jak to wyglądało wcześniej, jak wygląda obecnie i jaka przyszłość się zapowiada. Gdzie w tej gonitwie myśli, kłębku rzuconych pytań, jest jedno zasadnicze pytanie. Dlaczego to sobie robię i to znoszę, cierpię? Czasem lepiej odpuścić i wycofać się z takiej relacji, niż na siłę próbować to ratować z mizernym skutkiem. 

Myślę, ze przedstawiłam dosyć szczegółowo moje myśli. W pewien sposób, potrzebowałam zebrać to wszystko do kupy, przelać na klawiaturę i przemyśleć wszystko raz jeszcze. Jakoś lepiej się teraz czuję, potrzebowałam takiego upustu emocji właśnie tutaj. pewnie nad ranem, przeczytam to wszystko jeszcze raz. Ale jedno jest pewne - Nie mam zamiaru dłużej cierpieć.